W najbliższym czasie spodziewajcie się na blogu recenzji różnych koreańskich kosmetyków, puder Etude House jest jednym z nich 🙂  

Mój został zakupiony w sklepie RoseRoseShop, ale możecie go równie spokojnie zamówić u sprawdzonego sprzedawcy na Ebay tutaj.

Według opisu producenta puder w 80% składa się z  minerałów. Ma on sprawić, że nasza skóra będzie matowa bez śladu sebum 🙂 Najlepiej aplikować dołączonym puszkiem delikatnie wklepując.

Skład: Silica, Mica, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydroxyapatite, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Methicone, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Pinus Sylvestris Leaf Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Origanum Vulgare Leaf Extract, Chamaecyparis Obtusa Leaf Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Portulaca Oleracea Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract, 1,2-Hexanediol, Isoceteth-10, Glyceryl Caprylate, Water, Butylene Glycol, Plankton Extract, Phenoxyethanol

Poszukując pudru to właśnie skład Etude House Zero Sebum przekonał mnie do zakupu. Ta ilość ekstraktów owocowo-roślinnych po prostu zwaliła mnie na kolana. Mamy tutaj: olejek z bergamotki, olejek cytrynowy, olejek eukaliptusowy, olejek z sosny, olejek z limonki, olejek pomarańczowy, ekstrakt z liści oregano, ekstrakt z liści cyprysika japońskiego, ekstrakt z kory wierzby białej, ekstrakt z soi, ekstrakt z portulaki pospolitej, ekstrakt z cynamonowca wonnego, ekstrakt z tarczycy bajkalskiej, ekstrakt z bawełny, ekstrakt  z planktonu. Nie będę pisać jakie cudowne właściwości mają wyżej wymienione rośliny, bo zeszło by baardzo długo 🙂  jeśli Was to interesuje odsyłam do google 🙂 Krótko mówiąc: skóra trądzikowa, tłusta, mieszana powinna ten puder pokochać (pod warunkiem, że nie jest wrażliwa na silikony, bo te również znajdują się w pudrze).

Puder jest bardzo drobniutko zmielony. Ma kolor biały ale po aplikacji jest praktycznie niewidoczny na skórze, więc będzie idealny dla każdego. Posiada bardzo delikatny ale piękny zapach – główna wyczuwalna nuta to cytrusy i cyprys. Fajnie łączył się ze wszystkimi podkładami z jakimi go używałam. Po nałożeniu puszkiem skóra jest bardzo wygładzona i miła w dotyku (zapewne zasługa silikonów w składzie), ta metoda aplikacji zdecydowanie przedłuża trwałość matu. Puder aplikowany pędzlem sprawiał, że jednak szybciej skóra zaczynała się świecić. 

Jestem posiadaczką cery mieszanej, w strefie T jest ona wybitnie tłusta. Bez odpowiedniego podkładu i pudru po 1-2h wyglądam jakby ktoś wysmarował mnie tłuszczem :p Obecnie najczęściej sięgam po Revlon Colorstay do suchej skóry,  lepiej nie pytajcie mnie dlaczego akurat ten! 😀 albo Wam powiem 😀 w grudniu z okazji dnia darmowej dostawy robiłam zamówienie w sklepie ezebra, byłam pewna, że zamawiam colorstay do tłustej. Wszystko ładnie – pięknie, podkład przyszedł,  poużywałam trochę i któregoś dnia patrzę na opakowanie „Jezu, przecież to do suchej” 😀 kompletnie nie zauważyłam różnicy pomiędzy działaniem tego do tłustej, a tego do suchej. Naprawdę! 🙂 wersja do suchej cery spisuje się u mnie rewelacyjnie, pięknie kryje i co najważniejsze trzyma się cały dzień. Oczywiście kolor również jest idealnie dopasowany (150). Puder Etude House jest jego idealnym dopełnieniem, po zrobieniu makijażu rano zaczynam się świecić dopiero w godz popołudniowych (co jest dla mnie nie lada wyczynem) ale wystarczą dwie bibułki matujące i wszystko wraca do normy. Nie spotkałam jeszcze pudru, który zmatowiłby mnie na cały dzień, a przetestowałam ich naprawdę dużo łącznie z pudrami Kryolan. 

Etude House Zero Sebum na pewno zagości u mnie na dłużej, chociaż bardzo kusi testowanie innych koreańskich produktów. 🙂

Puder nałożony puszkiem

Leave a Reply

3 Replies to “Etude House Zero Sebum Drying Powder – recenzja

  1. Obecnie używam pudru Zero Sebum marki Etude House i o dziwo udaje się mu opóźnić i zmniejszyć wydzielanie sebum,a dodatkowo wygładza skórę. I rzeczywiście ma też bardzo przyzwoity skład. Zawiera między innymi wyciąg z fermentacji bakterii Lactobacillus oraz wiele ekstraktów roślinnych, np z wierzby białej, sosny czy eukaliptusa, które działają antybakteryjnie, przeciwzapalnie, łagodząco. Bazą pudru jest mika. Produkt mnie nie zapycha. Jedyne, co mogę mu zarzucić to to, że trzeba się z nim delikatnie obchodzić, bo ma tendencje do pylenia. I jak nakładam go na sypki podkład mineralny, to zabiera mi go trochę z twarzy, dlatego jestem w fazie testowania go pod minerały.

    1. Jakich minerałów używasz? Ja się teraz przymierzam do próbki Anabelle Minerals, w sumie moje drugie podejście, bo kiedys nie znałam triku o pudrowaniu przed i mocno się świeciłam po nim.

Dodaj komentarz