Po zużyciu dwóch opakowań olejku do mycia twarzy The Face Shop, stwierdziłam, że pora na przetestowanie czegoś nowego. Mój wybór padł na Etude House Real Art Cleansing Oil Moisture.  

Opis producenta:

Oczyszczający olej do demakijażu twarzy i oczu, z nawilżającą formułą. Zawiera olej kokosowy, olej z pestek winogron, a także olej z pestek moreli, który skutecznie usuwa martwe komórki naskórka oraz resztki makijażu.
Olej należy nanieść bezpośrednio na twarz masując, a następnie zmyć wodą.

Skład: Pentaerythrityl Tetraisostearate, Cetyl Ethylhexanoate, Triethylhexanoin, PEG-20, Glyceryl Trisostearate, Octyldodecyl Myristate, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Hydrogenated Poly(C6 – 14 Olefin), PEG-8 Isostearate, Caprylic/Capric Trigliceride, Isosrearic Acid, Camellia Japonica Seed Oil, Prunus Mume Fruit Extract, Squalane, Nelumbo Nucifera Germ Extract, Sesamium Indicum (Sesame) Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Pinus Koraiensis Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Hydrogenated Polyisobutene, Fragrance 

Nie jestem jakimś super znawcą składów kosmetyków, ale opierając się analizie na stronie COSDNA można stwierdzić, że  Etude House Real Art Cleansing Oil Moisture jest całkiem w porządku (na PEG-i przymykam oko :p ). Polecam zwracać na to uwagę, bo niestety wiele popularnych koreańskich olejków to po prostu parafina z dodatkami. 

Opakowanie jest plastikowe, pompka bardzo wygodna, nie zacina się. Olejek ma dosyć wodnistą konsystencję. Na początku wydawało mi się, że nie ma żadnego zapachu, jednak po bliższym zapoznaniu wyczuwalna jest cytrusowa nuta. Jeśli ktoś nie przepada za mocno perfumowanymi kosmetykami to ten produkt powinien przypaść mu do gustu. To jedno opakowanie o pojemności 185ml wystarczyło mi na pół roku używania. Myślę, że to bardzo dobry wynik, porównywalny do olejku z The Face Shop. Co do oczyszczania Etude House spisywał się u mnie bardzo dobrze. Świetnie zmywa podkład oraz inne kosmetyki, które mamy na twarzy. Rzadko używam olejków do demakijażu oczu, wole płyn micelarny, ale zdarzyło mi się użyć tego od Etude House i poradził sobie świetnie. Co na najważniejsze, nie spowodował szczypania i efektu zamglonych oczu. (nie wiem jak u Was, ale mi zazwyczaj po użyciu oleistych płynów do demakijażu czy jakiegoś zwykłego olejku przez chwilę po otworzeniu oczu czuć tłustą warstwę na rzęsach i gałce ocznej, przez kilka sekund wszystko widać za mgłą :p )

Po kontakcie z wodą tworzy się lekka emulsją, którą łatwo zmyć. Pod tym względem nie mam mu naprawdę nic do zarzucenia. Tak teraz myślę, że nie widzę w tym olejku żadnych wad. Używało mi się go bardzo przyjemnie. Nie myślałam o tym, żeby zmienić go na coś innego – zużyłam do ostatniej kropli. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

Jestem też ciekawa jak się spisuje i czym się różni wersja pomarańczowa i zielona tego olejku. Może skuszę się na nie przy kolejnych testach. 🙂 

Leave a Reply